“Towarzysz Generał” uczy nas, że:

7 Luty 2010

Przeczytałem właśnie w „Naszym Dzienniku” artykuł, pt. Czego uczy „Towarzysz Generał”?, autorstwa dra hab. Grzegorza Kucharczyka. Przedstawiane przez autora tezy i argumenty są od dawna już doskonale znane w środowisku polskiej prawicy. Autor konkluduje, że:

Jak mówił twórca “Pana Cogito”, trzeba stąpać “po ubitej ziemi” i trzeba “mieć w pogardzie szpicli”. Trzeba wreszcie korzystać z doświadczeń Drugiej Rzeczypospolitej, która w pierwszych rzędach na największych państwowych uroczystościach sadzała sędziwych weteranów Powstania Styczniowego (awansując ich wcześniej do stopni oficerskich) i kosztem wielu nakładów finansowych burzyła widoczne symbole niedawnej podległości zaborcy (np. wielką cerkiew Aleksandra Newskiego na placu Saskim w Warszawie). A przecież było wtedy wiele palących problemów społecznych, finansowych, pracowano nad zintegrowaniem dawnych trzech zaborów w jedno państwo. Jednak twórcy Drugiej Rzeczypospolitej wiedzieli od czego zacząć i do jakiej tradycji się odwoływać. Wiedziano, że nauka historii w szkole – chociaż nie ma bezpośredniego przełożenia choćby na industrializację kraju – ma bezpośredni wpływ na coś o wiele cenniejszego – na wychowanie dobrego obywatela Rzeczypospolitej. Na całe pokolenie, które potem ginęło od sowieckich kul w Katyniu i od niemieckich na barykadach Warszawy.

A ja sądzę, że są to wnioski niepełne. Otóż, jeśli się długo zamiata jakieś brudy pod dywan, to w końcu tyle ich narośnie, że można się o powstały w ten sposób garb potknąć. I chyba jest to tak prawdziwe, że po to, by to dostrzec to nie trzeba ani stopnia ani tytułu naukowego. W związku z tym, jeśli się chce chodzić po równej podłodze (i dywanie), jakby po tej „ubitej ziemi”, to może należałoby wszystkie te brudy wymieść spod niego i usunąć do kosza. By to zrobić, to trzeba znaleźć jednego odważnego, który ten dywan podniesie, by wszystkim je pokazać. Samo się nie zrobi. I to, jak sądzę, jest tym najwłaściwszym wnioskiem. Cała reszta to didaskalia. Zaś nie od sadzania sędziwych weteranów w pierwszych rzędach przyszłość państwa zależy. To zresztą jest dotychczasową zmorą, wywołującą waśnie, spory, zatargi i zadrażnienia pomiędzy takimi lub owymi Dostojnymi Reprezentantami. Inna sprawa, czy tacy weterani nie czują się, że są traktowani instrumentalnie.

I jeszcze jedno. Autor pisze:

Pokazową nauczkę już zresztą dano. Biograf Lecha Wałęsy został wyrzucony z pracy, a za “nieprawomyślną” książkę dostał “wilczy bilet” i najbliższą pracę naukową otrzymał… za oceanem. Gdzie wolność badań naukowych? Czy ktoś myślał o tym, że po dwudziestu latach trwania niepodległej Polski absolwent wydziału historii najstarszego polskiego uniwersytetu za napisanie wybitnej pracy magisterskiej (każdy, kto prowadzi seminaria magisterskie na jakiejkolwiek uczelni, musi to przyznać) zostanie wysłany do pracy w magazynie hipermarketu.

A cóżesz to środowiska prawicowe zrobiły, by ten młody człowiek nie wylądował w magazynie hipermarketu? Dlaczego on np. nie został pracownikiem naukowym Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu? Jak to właśnie prawica „dba” o tych, którzy robią takie rzeczy jak ten młody chłopak? A później zdiwko, że niewielu się garnie do tego, by robić owe wyłomy w michnikowszczyznie.


Gdzie byłaś wówczas Prawico?

6 Luty 2010

Tym krótkim wpisem odniosę się do dzisiejszego artykułu w „Rz” Sławomira Cenckiewicza, pt. „Zapomniana rocznica”. Autor opisując perypetie związane ze stanem pobezpieczniackich i popartyjnych archiwów z okresu PRL’u w dobie, tzw. transformacji, powtarza to, co w dużym stopniu zostało już pokazane opinii publicznej. Jednocześnie, zgodnie z prawdą, zarzuca pierwszej, tzw. postsolidarnościowej, ekipie dopuszczenie do niszczenia i prywatyzowania tych archiwów oraz nie wykazywanie w tej sprawie żadnego zainteresowania. Cóż może w tym jest odkrywczego? Moim zdaniem, niewiele.

Cenckiewicz na koniec stawia wniosek, iż „Dzisiaj ci sami ludzie, którzy w latach 1989 – 1990 popełnili grzech zaniechania i przyzwolili na zniszczenie wielu kilometrów akt, mówią nam, że akta bezpieki nie mają większej wartości, i zamierzają przejąć kontrolę nad IPN. I to jest być może najlepsze wytłumaczenie ich postawy sprzed 20 lat.”, który opisuje część prawdy. To, że taka jest dzisiejsza postawa tych ludzi nie powinno wcale dziwić. Ważniejsze, jak sądzę, od tego jest wniknięcie w postawę tych środowisk niepodległościowych, antykomunistycznych oraz kwestionujących linię dogadywania się z komunistami, które poza kilkoma (wymienionymi przez autora przypadkami) nie podjęły wówczas próby zabezpieczenia i przejęcia archiwaliów. Można w związku z tym zapytać, „Gdzie wówczas byłaś Prawico?”

Tak np. stało się w grudniu 1989 r. i styczniu 1990 r. w Niemczech, mimo że tamtejsza bezpieka i partia również zacierały ślady. Z kolei już w maju 1990 r. w Czechach „…prasa opublikowała najpierw listę dziennikarzy – współpracowników StB, a następnie pełny wykaz czterech kategorii współpracowników policji politycznej. W ten sposób doszło do rozstrzygnięcia problemu, któremu parlament federalny nie mógł od roku podołać.” (J. Darski, “Okres przejściowy 1989-1992“) Mimo również temu, że w Czechach także niszczono archiwa. (zob. J. Darski, “Lustracja – służby specjalne“) W pozostałych państwach obozu archiwa dawnych bezpiek i partii także były niszczone. Mimo wszystko nawet w Bułgarii udało się uchwalić ustawę dekomunizacyjną (zob. J. Darski, “Dekomunizacja w Bułgarii“), zaś „(…) Jeszcze w grudniu 1990 roku parlament podjął uchwałę o ujawnieniu nazwisk posłów – współpracowników VI Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego, tj. policji politycznej. Pominięto natomiast pięć pierwszych zarządów czyli wywiad i kontrwywiad cywilny oraz wojskowy i wywiad naukowo-techniczny. Komuniści, którzy w rządzie koalicyjnym kontrolowali sektor bezpieczeństwa, przejęli cały proces, dzięki czemu udało się zamienić go w farsę. W kwietniu 1991 roku odczytano w parlamencie listę nazwisk, w większości bez znaczenia. W prasie zaczęły się natomiast ukazywać listy współpracowników różnych zarządów, w tym głównych aktorów pierestrojki i obalenia komunizmu.” (J. Darski, “Jednym udowodniono, inni się wypierają“) Na szczególną uwagę zasługuje zdanie ostatnie. Z kolei, „Słowenią wstrząsnęła publikacja w internecie ewidencji tajnych współpracowników policji politycznej (po słoweńsku – Slużba Drżavne Varnosti). Okazało się, że dla bezpieki pracowali obecni najwyżsi rangą politycy: przywódcy opozycji a lat 1988-1990 oraz komunistyczna czołówka, która wówczas wyprowadziła Słowenię z federacji jugosłowiańskiej.” (J. Darski, “Ujawnienie rejestru agentury“)

Z powyższego widać wyraźnie, że pomimo, iż zarówno z lustracją jak i dekomunizacją państwa byłego bloku sowieckiego miały i nadal mają problemy, to jednak intensywnie pracują w kierunku ujawnienia prawdy o przeszłości z okresu „Jesieni Ludów”.

Jest coś w artykule Cenckiewicza, co zasługuje na uwagę. Mianowicie autor przytacza zarządzenie gen. Kiszczaka z 8 lipca 1985 r. (nr 049/85): „brakowaniu podlegają wszystkie akta operacyjne posiadające czasowe praktyczne znaczenie oraz dokumentacja pomocnicza posiadająca krótkotrwałe znaczenie praktyczne. Brakowanie może nastąpić po upływie ustalonych na mocy cytowanego zarządzenia okresów przechowywania. Okresy te są zróżnicowane w zależności od treści akt operacyjnych: minimalnie – dwa lata, maksymalnie – 60 lat. Cecha tajności nie ma bezpośredniego wpływu na okres przechowywania, kryterium decydującym jest zakładana dalsza przydatność”. Szczególnie interesujący jest tutaj drugi z wymienionych okresów czasowych – 60 lat. Jeśli patrzeć na to literalnie, to aż do 2045 r. upiory z przeszłości mogą straszyć dalej. To zaś oznaczać by mogło, że w ciągu ponad półwiecza (56 lat), w okresie 1989-2045, nie tylko jednemu lecz co najmniej dwóm pokoleniom podarowany został „złoty czas” całkowitego spokoju, by cała mroczna przeszłość została doskonale rozmyta. Przecież ani dzieci ani wnuki nie odpowiadają za grzechy swoich rodziców i dziadków. Zwyczajnie, w 2045 r. nie będzie już ani kogo ani co rozliczać. Gen. Jaruzelski miał rację, rozliczy go tylko Historia.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.