I mohery nie pomogły.

5 Grudzień 2010

 

Dwa tygodnie temu napisałem tekst Mohery pomóżcie! – tako rzecz platformiany Krakówek. No i dzisiaj mamy sondażowe rezultaty II tury wyborów na prezydenta Krakowa. Dotychczasowy prezydent, Jacek Majchrowski, uzyskał przewagę blisko 20 proc. głosów nad kandydatem Platformy, Stanisławem Kracikiem. Przy frekwencji ok. 35 proc.

Widać z tych wyników, że mohery wcale nie pomogły. Nie pomogły ani SLD ani PO, gdyż w tym przypadku głosowały twarde elektoraty. Bo to, że na Majchrowskiego mogło głosować ok. 123 tys. czerwonych, to jak na takie miasto, jak Kraków, to jest bardzo możliwe. W samej Nowej Hucie mieszka ok. 200 tys. mieszkańców.

Czy coś nam to mówi? Ano chyba to, że krakowskie mohery dobrze znają wartość swojego głosu, i zwyczajnie czniały skomlenie partii młodych, wykształconych o dosypanie się do puli. Tak, tak. To może być rachunek wystawiony za hucpę na Franciszkańskiej. To może być rachunek za wszystko inne. A może również to może być wstręt do tego, co krakowskie mohery czytają o sobie na blogu takiej jednej. To chyba też możliwe.

Mimo wszystko, wynik w Krakowie daje dobry prognostyk co do tego, że jest trzecia siła, która może przeważyć szalę zwycięstwa. Tym czym jest właśnie PiS, który nie daje się okręcić wokół palca jałowymi gadkami wielebnego posła G. z Platformy, który, jeśliby tylko chciał, to mógłby opuścić szeregi swojej partii i przejść do PiS’u. No bo też skoro tam są nadal „koledzy”, a może nawet i „przyjaciele”, to dlaczego nie?

To jak teraz młodzi, wykształceni z wielkiego miasta, będziecie dalej pluli na PiS i Jarosława Kaczyńskiego? A kto was będzie chciał podsadzać?


„Mohery pomóżcie!” – tako rzecze platformiany Krakówek.

22 Listopad 2010

Pamiętacie może słynne – „Andrzej pomóż! Andrzej….”? No pewnie, że pamiętacie. Niestety, ale podczas krytycznego głosowania w pewien wrześniowy dzień, zabrakło, bagatela, 29 głosów i Andrzej nie pomógł. Poseł Ziobro mógł tryumfować.

No, a dlaczego o tym wspominam, może ktoś spyta. Ano, dlatego że, jak trzeba, to siły postępowe pójdą proszalnie o głosy tego pogardzanego Ciemnogrodu, tych wstrętnych moherów, tego zapyziałego zacofania…. Itd. itd. I tak się właśnie teraz zdarzyło w zacnym Krakówku, gdzie trzeba zakrzyknąć „Mohery! Pomóżcie! Podsadźcie!”. Bo okazało się, że stopień był za niski, by wdrapać się na zydel lokalnego prezia. Tak, tak, teraz wielebny poseł G. będzie robił swoje cielęce ślipia, że „koledzy z PiSu”, że prawie „przyjaciele”. No, dokładnie jak towarzysz Edward ze swoim słynnym – „No to jak, towarzysze, pomożecie?” No jasne, towarzysze pomogli, a ścieżki zdrowia w Radomiu i tak były.

No bo to jest tak. Aż ślina cieknie na te 22,38 proc. „dudowych” głosów. Ach, jakby się chciało je mieć, to można by się postarać o opróżnienie jednego z wawelskich sarkofagów. Bo to, czy lokalne problemy będą rozwiązane, to pryszcz na tyłku. Ważne natomiast, by Nadreżysera nie kłuło to, że ten Kaczor tam leży. A jak się już będzie miało tego swojego prezia, to Nadreżyser będzie zadowolony. Tylko skąd uskrobać te 16,31 pkt. proc.? Ot problem, na który nie ma dobrego rozwiązania, nawet tak przenikliwa yntelektualystka, jak znana wszystkim blogerka z Krakówka. Tak, tak, paniusiu… 22,38 proc., to jest o co iść w łachę. Nie? Poumizgiwać się. Poskomleć. Zrobić stójkę i pomerdać ogonem. Nie? Ech…, mieć te głosy „kaczystów”, „ziobrystów”, sekciarzy, psycholi, faszystów, bolszewików itd. itd. Paniusia się nie boi, że się zmoherzy w takim towarzystwie? Co? Że w elektoracie będzie miała paniusia głosujących na „zabójców” Barbary Blidy. Na tych, co mieli robić nielegalną prowokację wobec partyjnej koleżanki paniusi, byłej posłanki, Beaty S. Na tych, co mieli fabrykować „kwity” na nieskalanego Andrzeja, co to, jak już wspominałem, nie pomógł? Na tych, co to mieli szczuć na doktora G., telewizyjną celebrytkę, czy też zacnych Mirów, Zbychów itp. pisowską policję polityczną? Na tych, co to byli wprost potomkami tych, co to wiadome, że „Gdy sądzi…., to są później krzyże.”? A fuj, tak się dać zmoherzyć. „Mohery! Pomóżcie! Podsadźcie!”.

A ja się tak zastanawiam, dlaczego. Niech sobie trenują skoki wzwyż. I niech sami sobie pomagają. Zresztą, co ich tak czaszka boli, że wygrać może dotychczasowy prezio, gdy razem z kolegami z lewizny sobie jedzą z dziubków? Na to jest sposób, by mohery poszły na drugą turę i oddały głosy nieważne. „Mohery” nie dawajcie blogerce z Krakówka satysfakcji. Przypomnijcie sobie, jak ona od lat leje cysternami guana na Kaczyńskich oraz PiS.


Z fizyka na instytucjonalistę.

15 Styczeń 2010

Pewien bloger z S24, z wykształcenia i zawodu fizyk, jął się oceniać konstytucyjne propozycje PiS. I poczynił to w, uwaga, 1250 znakach ze spacjami. Zaiste śmiała to recenzja dokumentu, który ma objętość ok. 129 tys. znaków ze spacjami. Pomińmy to jednak milczeniem. Wracając do uwag, to nie da się myśląc linearnie interpretować to, co właściwe jest koncepcjom instytucjonalnym – nawet, jeśli ma się doktorat z fizyki. A już ten bloger szedł zawody z doktorem politologii w zakresie kierunku zmian na polskiej scenie politycznej. Cóż bowiem nasz domorosły instytucjonalista zarzuca projektowi zmian konstytucyjnych przedstawionego przez PiS?

Bloger ten twierdzi, że projekt prowadzi do centralizacji władzy. W rzeczy samej jest to durna interpretacja, gdyż proponowany system kanclerski (z silnym premierem) przy jednoczesnym dodaniu prezydentowi dodatkowej prerogatywy (rozporządzenia z mocą ustawy) równomiernie rozkłada siły pomiędzy tymi dwoma ośrodkami władzy. Jeśli bowiem premier miałby mieć pozycję silniejszą niż ma obecnie, to jednocześnie nie może się to odbyć kosztem siły i znaczenia prezydenta, by kolokwialnie mówiąc którejś z tych władz się w głowie nie zakręciło.

Dalej, bloger coś insynuuje o „przewodniej sile partii wpisanej w konstytucję”. Gdzie to można w projekcie znaleźć, to jest to najzwyklejsza konfabulacja blogera.

Bloger coś tam bredzi o „zniszczeniu Trybunału Konstytucyjnego”. Bredzi, gdyż projekt zakłada, że Trybunał Konstytucyjny jest „naczelnym organem władzy sadowniczej, stojącym na straży nadrzędności Konstytucji w porządku prawnym Rzeczypospolitej Polskiej jako suwerennego i demokratycznego państwa prawnego.” Do tej pory o niczym takim mowy nie było. Zresztą, gdzie projekt dąży do zniszczenia Trybunału, bo analiza propozycji wskazuje na coś wprost przeciwnego?

Na czym ma polegać również ów rzekomy „brak tolerancji”, jeśli nie są to zacietrzewione artefakty blogera? Na jednoznacznym zakazie istnienia ruchów politycznych o inklinacjach komunistycznych, faszystowskich i nazistowskich, jeśli cywilizowany świat uznaje te ideologie za zbrodnicze? Czyżby bloger dopuszczał możliwość istnienia formacji o zbrodniczych inklinacjach?

Również brednie o sprowadzeniu kogokolwiek do rangi obywateli drugiej kategorii i coś tam o jakichś zapędach, nie znajdują potwierdzenia w projekcie. Gdzie? W którym przepisie? W którym miejscu?

Dalej są oczywiście jakieś fobie blogera o jakichś lumpenliberałach, PRL-bisach itp. itd. Z kolei, bloger się tak rozpędził, że myknął się był o cytat, gdyż nie chodziło o socjalizm w „ludzkim wydaniu” lecz „socjalizm z ludzką twarzą”, jednakże to jest nic nie znaczący, zdawałoby się, szczegół, jeśli nie ma się wystarczającej wiedzy, by pewnymi wyrażeniami-kodami precyzyjnie posługiwać się. Proponuję również poszerzenie elementarnej wiedzy o sformułowanie, “polska droga do socjalizmu”, gdyż to idealnie opisuje platfusiane standardy świadczące o “polskiej drodze do tolerancji, demokracji i dobrobytu”.

A tak już na sam koniec, to towarzysze Radzieccy właśnie dlatego wykreowali posłanie tow. Edwarda w odstawkę, gdyż dla nich jego polityka była zbyt europejska, zaś on sam, według nich, na za dużo sobie pozwalał. Fenomen, bo tow. Edwarda krytykowali także towarzysze jugosłowiańscy, którzy prowadzili onegdaj najbardziej liberalny kurs w całych demoludach. To się oczywiście wie z innych źródeł niż „Gazeta Wyborcza” i „Niezbędnik inteligenta” lecz tak w rzeczywistości było.

Nie lepiej jest jednak zająć się fizyką?


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.